czwartek, 28 marca 2013
Wesołych Świąt
środa, 13 marca 2013
Ostra walka ze spamem
sobota, 31 grudnia 2011
piątek, 25 marca 2011
Bardzo liściasta serweta na drutach
W ramach wielkiego apetytu na robienie serwet na drutach popartego Waszymi wspaniałymi komentarzami zrobiłam jeszcze jedną. Ta jest mniejsza od poprzedniej (114 x 38 cm), a wzór też pochodzi z Burdy. Serweta jest jakby mało "czytelna". Oryginał też tak wygląda, ale mimo to zdecydowałam się właśnie taką zrobić. Serweta, zgodnie z opisem powinna być zaczęta poprzez prowizoryczne nabranie oczek, a później zszyte oczko do oczka. Ja postanowiłam wykorzystać metodę Magic loop i w tym celu zrobiłam odpowiedniej długości łańcuszek z serwetkowej nitki, następnie po obu stronach tego łańcuszka nabrałam oczka i korzystając ze wspomnianej wyżej metody szybko posuwałam się do przodu, a gdy już na drutach miałam większą ilość oczek przeszłam na normalne okrążenia. I wyszła taka i ładnie leży na komodzie w sypialni.
Pasuje też na ławę w telewizyjnym, ale zdecydowanie bardziej podoba mi się na jaśniejszych meblach, tak jak na pierwszym zdjęciu.
Nici to egipska bawełna 100g/550m, druty 3mm.
O serwecie to już wszystko. Teraz na inny temat.
Niestety nie mogę jeszcze pochwalić się wiosną, ponieważ nie ma jej jeszcze u nas, ale Pan Kaziu jest już na chodzie ( tutaj już było o nim troszkę). Dokładnie 15 marca pojawił się po zimowej drzemce, a zwabiły go orzeszki, które rozrzucaliśmy od kilku dni na tarasie, (bo już nie mogliśmy się go doczekać).
Jesienią, gdy w pewien słoneczny wczesno - październikowy dzień skończyliśmy układanie na tarasie drewna do kominka na zimę, pojawił się Kaziu... i tak ogromnie się ucieszył. Biegał po stercie drewna, raz wyłaniał się tu raz tam, a my wielkimi oczami patrzyliśmy na szczęśliwca, a w nagrodę Mąż zrobił mu na szybko stoliczek, przypięty do najbardziej wystającego drewna, na który mieliśmy widok z kuchni i małej jadalni.
Jesień była długa i piękna, a Kaziu umilał nam dni, aż któregoś dnia, po zniesieniu do swojej spiżarni kolejnej partii orzeszków, złapał klonowy listek i od tej pory nie widzieliśmy go, znaczy się poszedł spać. Szkoda, że nie mieliśmy aparatu pod ręką, bo to był bardzo fajny widok. Dowiedzieliśmy się z internetu, że chipmanki drążą nory i korytarze i żyją pod ziemią. W zimie budzą się, podjadają ze spiżarni i znów zapadają w sen. Kaziu musiał się sporo napracować przy "budowie" spiżarni, bo taką ilość orzeszków, którą codziennie od nas przenosił musiał gdzieś złożyć.
A dziś raniutko pojawił się na zewnętrznym parapecie kuchennego okna i nasze oczy spotkały się. Nawet szybę atakował swoim ciałkiem ... Coś mi się wydaje, że na tym parapecie też będą czekały na niego orzeszki. No i mamy nadzieję, że przyprowadzi pokazać nam swoją rodzinę...
Przy okazji dogadzania Kaziowi i duże wiewióry korzystają. A potem narzekam, gdy cebulka w ogródku wyciągnięta, że ślady kopania w różnych częściach ogródka, przeważnie tam, gdzie coś fajnego posadziłam, że cebulki tulipanów poroznoszone są po trawniku... Wiewiórki u nas są brzydkie. Pamiętam z Polski rude z takimi fajnymi uszkami, a tutaj są czarne, szare...
sobota, 1 stycznia 2011
Witam w Nowym Roku
Serdecznie dziękuję za Świąteczne życzenia i za to, że zaglądacie do mnie. Duża buźka.
Mam spore zaległości w śledzeniu Waszych blogów, a to wszystko przez choróbsko, jakie nas dorwało. Dziś mogę powiedzieć, że już czuję się dużo, dużo lepiej, a mąż mówi, że już dobrze. Takich Świąt to jeszcze nie mieliśmy, żeby plackiem leżeć i nie mieć siły na nic. Schudliśmy, mąż się cieszy, ja nie, bo nie bardzo mam z czego odchudzać się.
Dobrze, że jeszcze resztkami sił udało mi się przygotować Wigilię. No ale dzisiaj świat wygląda już o wiele lepiej, wprawdzie jeszcze nie rozglądam się za drutkami i kłębuszkami, ale myślę, ze to niebawem wróci.
Nie do wszystkich zajrzałam przed świątecznie, proszę mi wybaczyć, a przez te wszystkie dni Wasze blogi czytałam z Listy czytelniczej i dosłownie same tytuły, na tyle miałam siły, a bardzo chciałam wiedzieć co się u Was dzieje. Teraz będę próbować odrobić zaległości, tak wiec zaczynam prawdziwe buszowanie po Waszych blogach.
Serdecznie wszystkich pozdrawiam.
czwartek, 28 października 2010
Jesiennie
Wdzięczna jestem również Marlenie i Bietce za otrzymane Wyróżnienia. Jest mi barrrdzo miło i barrrdzo serdecznie dziękuję. A ponieważ jakiś czas temu, na blogach pojawił się temat "Komentarze zamiast wyróżnień" więc pozwólcie, że te Wyróżnienia przekaże wszystkim, którzy tu zaglądają.
Pięknie dziękuję wszystkim, którzy zaglądają do mnie.
Wydziergałam trochę jesiennych drobiazgów i jeszcze dziergam. Moje paski w "Dzierga się" pokazują co akurat robię. Nie mogę jeszcze pochwalić się tymi drobiazgami, bo muszą wyschnąć, trzeba wykończyć i sfotografować oraz dokończyć opis wykonania czapki z Dropsa, która bardzo mi się spodobała i w robocie jest fajna. Dla tzw. koloru kilka jesiennych zdjęć. Około 3 godziny na północ od Toronto - kolorowo, prawda?!
wtorek, 5 października 2010
Kolorowy beret/ Fair Isle Tam
Zdjęcia nie oddają prawdziwych kolorów, jest to przydymiony zielony i czerwony. Z poprzedniego beretu wyrzuciłam kolor żółty, który bardzo lubię w zestawieniu z czerwienią i zielenią, ale tu nie pasował. Może chodziło tylko o odcień żółtego. Nie sprawdziłam, bo tylko jeden żółty akurat mam. Beret ten wykonałam według tego opisu, a tu zamieściłam opis po polsku.Włóczka to Peruvian Highland Wool, 50g/100m, druty 3,25 i 4.5 mm. Zużyłam niecałe 2 motki.
I jeszcze kilka jesiennych zdjęć - w sklepie u rolnika.
środa, 18 sierpnia 2010
Aestlight Shawl i powtórka summit shawl
U mnie tylko chusty i szale, no bo nie trzeba myśleć ile na pachę, jak zrobić rękaw… Robię oczywiście powtórki, bo summit shawl szalenie mi się podoba i znajomym również. A to jest jeden z przerywników, który udało mi się dzisiaj skończyć i od razu zblokować. Znów kolor wrzosowy i Alpaca z jedwabiem, czyli pozostałość po summit szalu. Robiłam na drutach 3.5 mm i zużyłam 4 kłębki 25g/100. Ta chusta składa się z 3 części: najpierw robimy trójkąt wzorem francuskim, potem na krótszych brzegach nabieramy oczka i robimy ażurem i potem, nie urywając nitki robimy border i od razu łączymy z chustą. Pierwszy raz robiłam tą metodą i bardzo mi się spodobała.
Blokowanie summita też poszło sprawnie i można go pokazać. Zrobiłam go też z Alpaca + Jedwab. Zużyłam 7 kłębków 25g/100m i na drutach 3.25 mm. Zdjęcia zrobiłam sobie sama.
Spacerując po blogach spotkałam ogromne ilości smakołyków przygotowywanych do schowania w spiżarni. W naszej spiżarni są jeszcze zapasy z poprzedniego roku, tak więc tylko ogórki kwaszone zrobiłam, w tych garnkach się znajdują. Z mniejszego już podjadamy, większy zostanie na zimę. Jesienią do szeregu dołączy jeszcze jeden garnek z kapustą kwaszoną. Drugi rok testujemy te garnki i jak narazie bardzo pozytywnie myślimy o nich.
Zaspasy do spiżarni robi również Chipmunk Pan Kaziu, stały nasz gość. Żeby za bardzo nie namęczył się poszukiwaniem, podrzucamy mu pod nos smaczne orzeszki. Lubimy ten widok, gdy Kaziu wpada i pakuje do ryja duże ilości orzeszków, również tych w łupinkach i dużych. Ze wszystkimi przeszkodami świetnie sobie radzi.










